Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autor: Rina Frank. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autor: Rina Frank. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 stycznia 2014

48. Rina Frank "Każdy dom potrzebuje balkonu"


Rina Frank jest izraelską pisarką, urodzoną w Hajfie, największym mieście w północnym Izraelu.
 Jest najpopularniejszą pisarką izraelską swego pokolenia. „Każdy dom potrzebuje balkonu”, to jej literacki debiut, który stał się międzynarodowym bestsellerem. W Izraelu liczącym 7 mln. mieszkańców, sprzedano ponad 100 tyś. egzemplarzy.

Rodzina Franków przybyła z Rumunii do Izraela, a dokładnie do Wadi Salib, najbrudniejszej dzielnicy Hajfy. Ojciec Mosze pragnął, aby jego dzieci wychowywały się wśród Żydów, a nie antysemitów. Nie chciał, żeby doświadczały przykrości i dźwigały ciężar swojego pokolenia. Zamieszkali w trzypokojowym mieszkaniu u ciotki Lucyny, starszej siostry Moszego. Najpierw gnieździli się w ciemnej, dusznej kuchni, jednak po pewnym czasie otrzymali pokój z balkonem.

Balkon był witryną, gdzie wystawiało się własne życie, jak pościel, którą układało się na balustradzie, by ją przewietrzyć...Był naszą prywatną telewizją z programem na żywo oraz aktorami z krwi i kości. Można powiedzieć, że to u nas, na ulicy Stanton wymyślono reality show”

Rina-Rinouka „radość, królowa”, urodziła się w Izraelu, ku niezadowoleniu ojca, który nie chciał mieć kolejnej córki. Dorastała wraz z siostrą Józefiną, w otoczeniu licznej rodziny, w ubóstwie, gdzie o każdą rzecz musiała z nią toczyć spór. Myślę, że to spowodowało, że dziewczynka wyrosła na upartą, zawziętą kobietę, która zawsze dążyła do osiągnięcia wcześniej wymierzonego przez siebie celu. Rina od samego początku działała mi na nerwy. Już jako dziecko była wymagająca i kapryśna. Zazdrościła wszystkiego oprócz urody, siostrze, która była od niej bardziej inteligentna. Jako ta ładniejsza w rodzinie szczyciła się tym i wykorzystywała często ten atut w życiu codziennym. Uwodziła mężczyzn kpiąc z ich uczuć, a kiedy spotkała nareszcie tego jedynego, inżyniera z Barcelony, tak go omotała, że biedak zostawił narzeczoną, żeby się z nią związać. Połączenie kultury i zwyczajów Wschodu i Zachodu było mieszanką wybuchową. Niby oboje mający to samo pochodzenie, ale jednak miejsca, w których się wychowywali wpłynęły na odrębne ukształtowanie się ich potrzeb, przyzwyczajeń i priorytetów życiowych, co niestety z czasem bardziej ich dzieliło, niż łączyło.

„Każdy dom potrzebuje balkonu” jest powieścią napisaną w bardzo oryginalny sposób. Łączy przeszłość z przyszłością. Każdy rozdział podzielony jest na dwie części. W pierwszej części narratorem jest mała Rina, która opisała zwyczaje jakie panowały w tamtym czasach, a także przedstawiła miłosną historię rodziców. Druga część oddzielona za każdym razem „ * „ od pierwszej, stanowi zapis dorosłego życia pisarki. Tutaj narratorem już nie jest Rina. Narrator jest trzecioosobowy.

Sposób narracji jest nieco dziwny. Niby prosty, ale zawiera liczne niedomówienia, co bardzo mnie męczyło i utrudniało czytanie, a panujący w całości chaos wytrącał mnie z równowagi. Sama historia autorki może jest ciekawa, ale mnie jakoś nie zauroczyła. Gubiłam się lawirując pomiędzy kuzynem ciotki, a kuzynką szwagra. Natłok postaci, imion żydowskich przyprawiał mnie o ból głowy. W końcu już nie wiedziałam kto jest kim, dla kogo i starałam się jedynie skupić uwagę na Rinie i jej rodzinie. Nie umiałam się odnaleźć w całej tej historii życia państwa Franków, a jedyne co mnie urzekło w pierwszej części powieści to momenty, kiedy mała Rina opowiadała o zwyczajach, jakie panowały u nich w domu.  Każdy czwartek był dniem porządków i przygotowywania rosołu z kury ( obowiązkowo z kurzymi łapkami). Białe mięso z rosołu zostawiano na szabatowe dni, rozpoczynające się od zmierzchu w piątek i trwające do zmierzchu w sobotę. W czwartek obowiązkowo wszyscy musieli się wykąpać. Była to jedyna kąpiel w całym tygodniu. Najpierw myły się dzieci, później w tej samej wodzie matka. Następnie pani Frank prała w tej wodzie brudną odzież należącą do całej rodziny, a na końcu tą wodą myła podłogę w pokoju. Ciekawa byłam, kiedy i w jakiej wodzie  kąpał się  Mosze Frank, ale nigdzie nie dojrzałam informacji na ten temat.

O wiele bardziej przystępna była dla mnie współczesna część powieści, którą czytałam szybciej i z całkowitym zrozumieniem, ale mimo to bez entuzjazmu i zadowolenia. W podsumowaniu powiem tylko tyle, że jeszcze nigdy, żadnej książce nie postawiłam tak niskiej oceny, Nie wiem czy słabe zainteresowanie kulturą żydowską utrudniało mi zrozumienie i czerpanie radości z czytania tej powieści, czy może ogólnie panujący chaos, zagmatwanie i niespójność przyczyniły się do mojej niezbyt pozytywnej opinii.
Może ktoś z Was czytał tę książkę i podzieli się ze mną swoimi wrażeniami?

Okładka: miękka
Ilość stron: 235
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2009

                                                       Moja ocena 4/10

                                Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

Trojka E-pik” , „Czytamy powieści obyczajowe”, „Z literką w tle”, „Rekord 2014” ,
Z półki 2014” , „W prezencie” , „Debiuty pisarskie”, „2014 rok z 52 książkami” ,
 „Pierwsze słyszę”
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...