środa, 31 lipca 2013

33. Richard Mason "Świat Suzie Wong"


Najmocniej przepraszam wszystkich za moją tygodniową nieobecność. Wróciłam, choć nie powiem, że jestem wypoczęta, a wręcz odwrotnie. Po tygodniowym urlopie, który spędziłam w górach, jestem padnięta. Moi kochani chłopcy zadbali o to, żebym się nie nudziła. Długie wędrówki górskie, 10 km. spływ kajakiem, zwiedzanie zamków, kościołów i inne liczne atrakcje, a także ograniczony dostępu do internetu, spowodowały, że nie miałam możliwości odwiedzania Waszych blogów. Postaram się jak najszybciej nadrobić swoje zaległości i przeczytać Wasze nowe recenzje. Podczas wyjazdu przeczytałam tylko jedna książkę "Świat Suzie Wong", o której napiszę teraz słów kilka.






Richard Mason, brytyjski pisarz i scenarzysta. W czasie wojny, jako oficer RAF-u służył w Birmie i Indiach. Później wiele podróżował, między innymi po Afryce i Dalekim Wschodzie, którym był zafascynowany. Dorobek Masona obejmuje dwie powieści wydane pod pseudonimem John Lakin, oraz cztery pod własnym nazwiskiem. Najbardziej znaną książką pisarz jest „Świat Suzie Wong” Opublikowana w 1957 roku doczekała się przekładów na kilkanaście języków, milionów sprzedanych egzemplarzy i adaptacji teatralnej na Broadwayu. W 1960 roku, powstała jej wersja filmowa z Williamem Holdenem i Nancy Kwan w rolach głównych.




Robert Lomax, niespokojny, młody, poszukujący swego miejsca na ziemi, wyrusza na Malaje, na plantację kauczuku, gdzie czeka na niego posada asystenta zarządcy plantacji. Początkowa fascynacja nowym miejscem pobytu szybko gaśnie. „Dni mu się niemiłosiernie dłużyły, wieczory ciągnęły w nieskończoność” a szef nie kazał zadawać się z tutejszymi dziewczynami, dlatego Robert zaczął malować. Wcześniej rysował jedynie podczas zajęć z plastyki, kiedy uczęszczał do szkoły, jednak nigdy nie sprawiało mu to przyjemności. Swoje prace wysyła do londyńskiej galerii, nie oczekując, że osiągnie jakikolwiek sukces, ale mimo to pragnie malować i doskonalić swój talent. Wystarczyła mała pogawędka z jednym z pracowników plantacji, który twierdził, że Hongkong, to prawdziwe Chiny, i że tam należy szukać inspiracji do tworzenia obrazów. Robert nie namyślając się długo, podziękował za pracę i udał się do Hongkongu, gdzie zamieszkał w dzielnicy brudu, biedy, hałasu-Wanchai, w hotelu Nam-Kok. Tutaj stałymi gośćmi byli marynarze z całego świata, szukający uciechy w ramionach chińskich prostytutek.

Lomax staje się dokładnym, wnikliwym obserwatorem, zafascynowanym innym światem. Znakomicie odnajduje się w nowych warunkach, co dodaje mu sił twórczych. Zaczyna malować. W międzyczasie poznaje dokładnie życie i problemy okolicznych mieszkańców, sklepikarzy, obsługi hotelowej, a przede wszystkim prostytutek. Jedna z nich wywołuje na nim piorunujące wrażenie. Suzie, która miała niesamowite wzięcie u mężczyzn, czym niestety nie wzbudzała sympatii koleżanek.
Pyszniła się swoim powodzeniem, zadzierała nosa, widziała tylko siebie, stroiła się wyzywająco i obwieszała biżuterią, jak bożonarodzeniowa choinka. Tolerowano ją tylko dlatego, że właściwie była jeszcze dzieckiem-miała zaledwie siedemnaście lat”
Suzie staje się dla Roberta  natchnieniem. Początkowa przyjaźń i wzajemna pomoc, szybko przeradzają się w głębsze uczucie ze strony mężczyzny. Robert pragnie jej pokazać, że można żyć w inny sposób, mając jednego ukochanego, który będzie ją szanował i dbał o nią. Czy Suzie będzie chciała zmienić się i swój styl życia? Czy zapomni o swojej przeszłości i pokocha Roberta? Czy Robert będzie na tyle silny, żeby walczyć o miłość dziewczyny?

Powieść „Świat Suzie Wong” Richard Mason napisał na podstawie własnych obserwacji. Autor podobnie jak bohater książki udał się do Hongkongu w poszukiwaniu natchnienia. Tam wynajął pokój w poleconym mu przez znajomego, portowym hotelu Luk Kwok, który był „terenem łowieckim miejscowych prostytutek” Nie świadomy tego w jakim znalazł się miejscu, schodząc rano na śniadanie zobaczył ogrom kobiet w barze. Wtedy dotarło do niego, że wynajął pokój w burdelu.
Ogarnął mnie zachwyt” tak wspomina tę chwile autor. „Wcześniej niczego nie podejrzewałem, byłem przekonany, że to zwyczajny hotel. Mam talent! Wiedziałem już o czym będzie moja następna książka”
Mason pisał książkę cztery miesiące. Główna bohaterka Suzie, była zlepkiem kilku obserwowanych przez autora dziewcząt. Mason był niesamowitym psychologiem. Umiał słuchać, był dobrym obserwatorem i wyciągał z tego zaskakujące wnioski. To dlatego postacie, które opisywał w swojej powieści są tak bardzo realne. Każda prostytutka, ale także każdy klient, to niesamowita indywidualność. Wszyscy borykają się z jakimiś problemami życiowymi. Klienci szukają ukojenia i zapomnienia w ramionach dziewcząt. Dziewczęta pragną miłości i akceptacji. Mason wspaniale, w bardzo plastyczny sposób, opisuje także Hongkong, tak jak wyglądał w latach pięćdziesiątych. Ciężko nam sobie teraz wyobrazić, że to wspaniale rozwinięte miasto, z niesamowicie wysokimi budynkami, mogło kiedyś wyglądać zupełnie inaczej. Zamieszkiwało je wtedy około dwóch milionów ludzi i to tylko dlatego, że wybuch rewolucji chińskiej sprzyjał napływowi uchodźców, do Hongkongu, który był wtedy jeszcze kolonią brytyjską. Brakowało dla nich miejsc do spania, dlatego często można było ich zobaczyć koczujących na wzgórzach, pod gołym niebem. Brud, ubóstwo, towarzyszyło na każdym kroku. W dodatku częste powodzie przynosiły ogrom zniszczeń i wielką tragedię dla ludzi, którzy tracili  swój cały , niekiedy bardzo mizerny dobytek.
„Świat Suzie Wong” to naprawdę dobra powieść. Powieść o miłości, pragnieniu bliskości drugiej osoby, o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, o tym, że warto przebaczać. Nie skreślajmy innych patrząc na błędy, których dokonali w przeszłości. Powinniśmy dać szansę każdemu, kto o nią prosi...

Okładka: miękka
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2002
                                                                  Moja ocena:6,5/10

                                            Książka przeczytana w ramach wyzwań:
                                            „Czytamy i polecamy”, „Pierwsze słyszę”,"Pod hasłem"
                          „Z półki 2013” , „Trójka e-pik” oraz „Czytamy powieści obyczajowe”

środa, 24 lipca 2013

32. Wacław Holewiński "Opowiem Ci o wolności"



II wojna światowa to okrutne, tragiczne wydarzenie w dziejach ludzkości. Sprawiła, że cały system wartości, jaki do tej pory wypracował człowiek, wszystkie dobra, które zdążył zdobyć legły w gruzach. Przyszłość Polski, przyszłość świata stanęła pod znakiem zapytania. Dobro-zło, radość-cierpienie, życie-śmierć, przestały być odróżniane, stały się pustymi słowami. Jednak nie wszyscy poddawali się. Niektórzy walczyli, nie pozwalali na zniszczenie siebie, na utratę wszelkich wartości. Walczyli, chociaż walka nie była równa.Próbowali choć trochę osłabić nieprzyjaciela i mieli poczucie, że są potrzebni, że ich czyny nie idą na marne.


Wacław Holewiński w swojej nowej powieści „Opowiem Ci o wolności” ukazuje nam losy dwóch początkowo zupełnie sobie obcych dziewczyn, Marii Nachtman i Walentyny Stempkowskiej. We wrześniu 1939 roku wstąpiły do walczącego podziemia, Narodowych Sił Zbrojnych.

Maria pseudonim „Agata” pochodziła z Mińska Mazowieckiego. Była córką inżyniera, pracownika huty szkła, siostrą Jerzyka, również zagorzałego działacza NSZ. Pełniła funkcję łączniczki. Roznosiła meldunki, rozwoziła gazety. Pomagała również w szpitalu, jako wolontariuszka i przyszła pani doktor. Robiła opatrunki, pomagała podczas operacji. Nieoficjalnie, po godzinach wolontariatu leczyła rannych żołnierzy z „leśnych oddziałów”, ukrywających się na melinach.
Wala pseudonim „Platerówna” a później „Żabka”. Urodziła się w Brześciu, skąd jako mała dziewczynka przeprowadziła się do Białegostoku. Była córką architekta, siostrą „Gienia” walczącego również w oddziałach NSZ, kurierką. Roznosiła wiadomości, leki, bandaże.

W 1945 roku dziewczyny przekonane były, że nareszcie są wolne, że całe zło związane z wojną już przeminęło. Chciały zacząć nowe życie. Zapomnieć o głodzie, strachu przed utratą życia. Chciały nareszcie być kochane, założyć rodzinę, mieć dom, dzieci. Ich marzenia były takie banalne.

Niechby było biednie, ale u siebie. Bez polityki, bez ciągłego drżenia o siebie. Dzieci do szkoły, jakiś gar zupy, wszyscy przy stole. Posłuchać muzyki, czasem potańczyć, prezenty na święta, kolędy.”

Niestety „szybko musiały zweryfikować swoje marzenia” Wstąpiły do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, gdzie kontynuowały swoją walkę wobec komunistycznego wroga. Walkę, która zniszczyła im zdrowie, zrujnowała karierę zawodową, życie prywatne...W krótkim czasie obie zostały aresztowane. Przetrzymywane w okrutnych warunkach w aresztach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, ciągle przesłuchiwane, bite, maltretowane, poniżane, torturowane, dzielnie znosiły tę gehennę...

Obie dziewczyny są postaciami autentycznymi. Wychowane w katolickich rodzinach, gdzie miłość i wiara w Boga, a także patriotyzm były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Niestety ich losy, bohaterstwo, nie zostały szczegółowo udokumentowane. Autor odtwarzał życiorysy kobiet na podstawie strzępków informacji dodając od siebie wiele zmyślonych wątków, ale istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że często pokrywają się one z prawdziwą wersją życia Marii i Wali.

Wacław Holewiński swą powieść podzielił na dwa główne działy. Jeden to historia Marii, w drugim mamy opisane życie Walentyny. Każdy z działów ma kilkustronicowe rozdziały opatrzone króciutkim wstępem, napisanym kursywą, umieszczonym w górnym prawym lub lewym rogu książki. Pierwszy raz spotkałam się z tak ciekawym, nowatorskim sposobem pisania. Początkowo nie wiedziałam o co chodzi, czułam się zagubiona, tym bardziej, że każdy wstęp w części opisującej Marię podpisany jest imieniem Wala, a w części opisującej Walentynę, Maria.
Wprowadzenie jest ważne, gdyż zawiera całą puentę, a rozdział stanowi jej rozwinięcie. Bez przeczytania wstępu możemy troszkę się pogubić, gdyż autor nie opisuje dzień po dniu życia bohaterek. Przeskakuje o kilka dni, miesięcy opisując te najważniejsze momenty życia dziewcząt.
W książce nie mamy również przedstawionych dokładnie faktów z wojny, opisów walki, zniszczeń.
O tym czytamy jakby między wierszami, to nie stanowi głównej wartości treści. Autor przede wszystkim skupia swoją uwagę na życiu kobiet, a szczególnie na momentach kiedy dziewczyny są aresztowane i przesłuchiwane. Dlaczego akurat na kobietach, skoro to mężczyźni głównie wydawali rozkazy i grali pierwsze skrzypce w NSZ i NZW? Dlatego, że większość dziennikarzy, autorów poczytnych powieści pomija fakt, że kobiety również z wielkim poświęceniem, odwagą i determinacją podejmowały walkę z wrogiem.

Wszyscy jesteśmy im winni najwyższy podziw. Jak by nie zabrzmiało to patetycznie-bez nich
                                                          Polska byłaby inna”
Po przeczytaniu "Opowiem Ci o wolności" jestem ogromnie wzruszona i nie ukrywam, że były momenty, kiedy łzy pojawiły się na moich polikach. Serce mi drżało, dłonie zaciskały się w pięści, a przez umysł przebiegały myśli "jak można, w tak okrutny sposób traktować drugiego człowieka".
Dowiedziałam się wielu ciekawych faktów dotyczących działalności organizacji NSZ i NZW, bo w latach kiedy uczęszczałam do szkoły, na lekcjach historii nie podejmowało się rozmów na powyższe tematy. Myślę, że każdemu z nas przydałaby się odrobina lekcji historii, a szczególnie tym, którzy podobnie jak ja, nie znali wielu szczegółów dotyczących dziejów „żołnierzy wyklętych” Pamiętajmy o nich, bo przecież większość z nich już nie żyje i jeżeli my nie będziemy przekazywać sobie tych wiadomości z pokolenia na pokolenie, to za kilkadziesiąt lat nikt nie będzie wiedział, o tym, że kobiety również, a może przede wszystkim były dzielne i potrafiły walczyć!!

Okładka: miękka
Ilość stron: 467
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2012
                                                         Moja ocena: 8/10


                                              Książka przeczytana w ramach wyzwań:
                                            „Czytamy i polecamy”, „Pierwsze słyszę”
                                     „Z półki 2013” ,  "Czytaj to się opłaca", "Z literą w tle"
                       "Wojna i... literatura"  oraz „Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę”

piątek, 19 lipca 2013

31. Joseph Conrad "Tajfun"




Z twórczością Josepha Conrada po raz pierwszy spotkałam się jako nastolatka. Wtedy będąc uczennicą liceum przerabiałam lekturę „Lord Jim” Pamiętam, że przeżywałam ogromną mękę czytając tę pozycję i tylko ciągle podglądałam ile stron zostało mi do zakończenia. Po tylu latach zupełnie niespodziewanie powróciłam do twórczości tego autora, tym razem sięgając po „Tajfun”. Niespodziewanie, bo za sprawą wyzwania Trójka e-pik, które wyznacza nam w miesiącu lipcu przeczytanie książki z rozbudowanym wątkiem żywiołu.

„Tajfun” jest opowiadaniem, które Conrad napisał na podstawie prawdziwej historii. Akcja rozgrywa się najprawdopodobniej na początku XX wieku na Morzu Chińskim. Parowiec Nan-Shan wraz z załogą i 200 kulisami chińskimi powracającymi do domu po ciężkiej pracy w kopalni, wypływa z Singapuru i zmierza do Fu-czau. Dowódcą statku jest kapitan Mc Whirr. Mężczyzna, który mając 15 lat uciekł z domu, bo nie chciał pomagać ojcu w prowadzeniu sklepu. Pragnął być wolnym,a wolność kojarzyła mu się z morzem. Dlatego zaciągnął się jako marynarz na jeden ze statków. Był zwykłym, przeciętnym człowiekiem. Opanowanym, spokojnym, małomównym, skromnym, dalekim od zarozumiałości. W oczach innych uchodził wręcz za głupca, dlatego, że rzadko wdawał się w dyskusje. Szybko awansował i został kapitanem. Wszystkie dowodzone przez niego statki stawały się siedliskiem zgody i spokoju. Tajfun, który stanął mu na drodze był wielką próbą w jego morskiej karierze. Mimo,że barometr wskazywał gwałtowne obniżenie się ciśnienia, pierwszy oficer Jukes sugerował obrócenie statku dziobem do fali, a poradniki znajdujące się na pokładzie sugerowały zejście z kursu i unikanie oka cyklonu, kapitan oświadczył:

Sztorm jest tylko sztormem i przyzwoity parowiec musi stawić mu czoło”

Sztorm niestety okazał się o wiele groźniejszy i silniejszy niż myślał kapitan. Mężczyzna został poddany niesamowitej, skrajnie trudnej próbie. Czy przeszedł ją zwycięsko?

„Tajfun” to niesamowite opowiadanie. Zdawałoby się na pierwszy rzut oka , że ot taki sobie krótki utwór o sztormie. Co w tym nadzwyczajnego? A jednak nie! Nie samo morze jest tu najważniejsze, ale to, że niesie ono wiele zagrożeń, wielkie niebezpieczeństwo dla ludzi, którzy w obliczu tragedii, zagrożenia życia, zmuszeni są do podejmowania szybkich i trudnych decyzji. Właśnie podczas sztormu ujawnia się prawdziwy charakter i oblicze kapitana Mc Whirr'a., który nie traci rozumu tylko podejmuje konkretne decyzje. W dodatku wykazuje ogromną troskę o chińskich kulisów, których los nikogo więcej na statku nie obchodzi. Jako dowódca parowca czuje się odpowiedzialny zarówno za załogę, ale również za pasażerów, kimkolwiek oni są.

„Tajfun” mimo trudnej tematyki czyta się bardzo szybko. Nie jest napisany trudnym językiem, nie ma natłoku wyrazów związanych z marynistyką. Narrator jest trzecioosobowy, ale mamy również w treść wplecione urywki listów, które pisze kapitan do żony, a pierwszy oficer do przyjaciela. Wiem, że większość Was raczej nie sięgnie po tę pozycję, ale powiem szczerze, że warto, i że nie żałuję mojego powrotu do twórczości Josepha Conrada i paru chwil spędzonych z „Tajfunem”

Okładka: miękka
Ilość stron: 131
Wydawnictwo: Zielona Sowa
                                                          Moja ocena: 5/10



   
                                              Książka przeczytana w ramach wyzwań:
                                            „Czytamy i polecamy”, „Pierwsze słyszę”
                                     „Z półki 2013” , „Trójka E-pik”, "Czytaj to się opłaca"
                                      oraz „Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę”

środa, 17 lipca 2013

30. Nominacje !!!



Dziękuję bardzo Agnieszce http://agaaa006.blogspot.com/ i Pati http://czytamwiecpisze.blogspot.com , które nominowały mnie do dwóch różnych zabaw. Dziękuję Wam bardzo za to, że o mnie pamiętałyście.



                                             Agnieszka nominowała mnie do "55 "



                 Dziesięć książek, które najbardziej mi się podobały:
                                                            

 1. "Jeździec miedziany"  Paullina Simons
  2. "Tatiana i Aleksander" Paullina Simons
             3. "W najciemniejszym kącie"   Elizabeth Hynes
4.  Trylogia     Henryk Sienkiewicz        
              5."Opowieści niewiernej"  Magdalena Witkiewicz
6. "Florystka"    Katarzyna  Bonda
7. "Dom sióstr" Charlotte Link
8. "Linia  życia"  Jodi Picoult
9. "List w butelce" Nicholas Sparks
10. "Zaginiony w Himalajach"   Jamess Scott, Jeanne  Robertson


Dziesięć książek, które mi się nie podobały:

1. "Niezwykłe uczucie spadania"  Kim Edwards
2."Przepis na łapanie motyli" Ewa Zadara
3."Dom przy plaży" James Patterson,Peter de Jonge
4."Lalka" Bolesław Prus
5."Święte kości" Michael Byrnes
Więcej tytułów nie kojarzę

Osiem blogów, które najczęściej odwiedzam:

Oj, jest ich o wiele więcej, ale skoro osiem, to osiem (kolejność przypadkowa)!



Siedem książek, które chcę przeczytać:

Niestety nie wymienię siedmiu. Musiałabym wymienić 777 i jeszcze byłoby mało !!

Sześć powodów by sięgnąć po książkę:

1. Każdy dzień bez książki, jest dniem straconym!
2. Chcę poznać styl pisania nowego autora.
3. Inni bloggerzy zachwalają, więc muszę ją też przeczytać!
4.Muszę zapomnieć choć na chwilkę o problemach.
5.Lubię ciągle się uczyć, a każda książka w swojej treści ma mi coś nowego, ciekawego do przekazania.
6. Kocham czytać!!!!! 

Pięć  powodów by nie sięgnąć po książkę:

1. Brak wolnego czasu.
2.Choroba dziecka.
3. Ból głowy, lub jakikolwiek inny ból.
4.Ogromne zmęczenie.
5.Praca!!

Cztery miejsca, gdzie najlepiej się czyta:

1. Na leżaku
2. Na tapczanie
3. W samochodzie
4.W sumie to obojętnie gdzie, bylebym mogła czytać!!!

Trzech autorów, na których książki czekasz zawsze za długo:

Nie mam takich.

Dwie dobre ekranizacje:

1. "Zielona mila'
2."Chłopiec w pasiastej piżamie"




              Pati nominowała mnie do "The Versatile Blogger"                



Oto zasady:
1.Podziękować nominującemu bloggerowi u niego na blogu.
2.Pokazać logo "Versatile Blogger" u siebie na blogu.
3.Ujawnić siedem faktów dotyczących samego siebie.
4.Nominować 15 blogów, które na to zasługują.
5.Poinformować autorów nominowanych blogów.


Siedem faktów dotyczących mojej osoby:
1. Jestem "strasznie gruba" ważę aż 53kg, mając 175cm.wzrostu
2. W tym roku minęło 20 lat odkąd pisałam egzamin maturalny (o zgrozo jak ten czas leci !)
3. Za dwa lata mój syn będzie zdawał egzamin maturalny.
4.Jestem estetką.
5.Uwielbiam ciastka, ciasteczka, wafeleczki, cukiereczki itp.
6.Jestem totalnym "antytalenciem artystycznym" tzn. nie umiem ładnie śpiewać i rysować.
7. Oprócz obsesji na punkcie książek, mam obsesję, ale w mniejszym stopniu na punkcie kolczyków.



Do obu zabaw nominuję 15 następujących blogów:


Wiem, że większość z Was pewnie już brała udział w powyższych nominacjach, dlatego nie
poczuję się urażona jeżeli ktoś podziękuje i nie weźmie udziału w zabawie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...