poniedziałek, 5 sierpnia 2013

34. Jadwiga Czajkowska "Macocha"

Słowo „macocha” kojarzy się większości dość nieprzyjemnie i przywołuje na myśl bajkę o Kopciuszku, bądź Królewnie Śnieżce. Macocha to takie niefortunne, nieprzyjazne określenie, a przecież nie wszystkie kobiety wychowujące przyrodnie dzieci są okrutne, niesprawiedliwe i pozbawione czułości. Przed nimi stoi trudne zadanie do wykonania. Wychować bowiem nie swoje dzieci, jak własne, gdy biologiczna mama umiera, bądź opuszcza rodzinę jest ogromnym wyzwaniem. Dzieci zazwyczaj żyją wspomnieniami, bądź nadzieją, że prawdziwa mama jeszcze do nich wróci i nie chcą zaakceptować faktu, że na jej miejscu pojawiła się nowa kobieta, w dodatku otaczająca opieką tatusia. Stąd często spotykamy się z uporem, wrogością i buntem dzieci wobec macochy. Mimo, że przybrana mama stara się z całych sił, żeby stworzyć ciepłą atmosferę, widząc, że nie ma wsparcia ze strony reszty domowników traci wiarę w sens swoich poczynań czuje, że traci grunt pod nogami i ma ochotę wycofać się z zaistniałej sytuacji.

Jadwiga Czajkowska w swojej powieści „Macocha” nakreśla nam  problem z jakim borykają się przyszłe przyrodnie mamy. Historię tę czyta się z zapartym tchem. Autorka włożyła w nią ogrom uczucia ponieważ, jak pisze „Sama jestem macochą i historię Izy napisałam z potrzeby serca. Nie dopatrujcie się jednak szczegółów z mojego życia, ponieważ absolutnie wszystkie postaci i wydarzenia są wytworem mojej wybujałej wyobraźni”

Iza jest 28 letnią pełną energii kobietką, szalenie optymistyczną, pragmatyczną, lubiącą niespodzianki ,wyzwania i wielkie niewiadome, gdyż nadają „życiu smak, jak sól zupie” W rozmowach z przyjaciółkami często powtarzała „nigdy, przenigdy nie wyjdę za wdowca”
Jednak jak to w życiu bywa, los lubi płatać nam różne figle i często to, czego się wyrzekamy, staje się naszą codziennością.  Iza będąc w podróży służbowej w Grecji, gdzie jako chemik została wysłana przez firmę kosmetyczną na konsultacje, odnośnie receptury nowego kremu, poznaje przypadkiem przystojnego etnografa. Tajemniczy nieznajomy to Piotr, który przyjechał do Aten w celu wygłoszenia cyklu wykładów na temat RPA. Nie ważny był już fakt, że jest wdowcem i od 6 lat samotnie wychowuje 13-letniego Tadeusza, i 11-letnią Zosię. Jak to Iza stwierdziła „strzała amora ugodziła mnie mocno i skutków trafienia nie jest w stanie odwrócić żadna siła. Czułam się bezbronna”
Nie wiemy ile trwa okres narzeczeństwa Izy i Piotra, bo w dalszej część powieści przeskakujemy od razu do czasu kiedy Piotr rozpina suknię ślubną Izy, próbując uwolnić ją z zbyt ciasnego gorsetu.

Trudne zadanie ma przed sobą Iza. Nowy mąż, którego często nie ma w domu, bo praca pochłania cały jego wolny czas. Dwójka nastolatków, która „niefortunnym zrządzeniem losu została pozbawiona jedynego, niczym niedającego się zastąpić uczucia. Miłości rodzonej matki do rodzonego dziecka” W dodatku są one wpatrzone w swojego tatusia, zazdrosne o jego miłość, którą muszą teraz podzielić się z „macochą” Jak uporać się z tym wszystkim? Jak wdrożyć się w nową sytuację, żeby wszystkich zadowolić, a samemu nie zwariować?
               „Dwa światy:mój i ich. Czy kiedyś pęknie ściana między nimi? Czy dam radę?”

„Macocha” jest niezwykłą powieścią obyczajową. Porusza bardzo trudny i myślę, że w dzisiejszych czasach coraz częściej spotykany problem. Postać Izy jest bardzo szczegółowo przedstawiona. Cały czas śledzimy bardzo trudne sytuacje, w których co chwilę się znajduje, jej szybkie przemyślenia dotyczące tego, jak najlepiej wybrnąć z konfliktu, opresji, oraz wspomnienia, które w międzyczasie przywołuje w swojej pamięci. Wspomnienia dotyczące jej rodzinnego domu i tego, w jaki sposób jej mama radziła sobie w podobnych sytuacjach, w których ona teraz się znajduje.

Iza jest niesamowita, we wszystko co robi wkłada całe serce i wszystkie siły, kosztem swoich przyjemności i swojego wolnego czasu. Cierpi widząc brak akceptacji Tadeusz i Zosi, a także brak pomocy Piotra we wszystkim co robi. Czuje się jak służąca, która znajduje się w tym domu tylko po to, żeby posprzątać i ugotować. Bardzo urzekła mnie jej dobroć, wspaniałe poczucie humoru, pomysłowość, ale i pyskatość. Często śmiałam się pod nosem czytając dialogi, w których Iza prowadzi konwersacje z Piotrem, przytacza swoje racje. Robiła to w tak zabawny sposób, że uśmiech nie schodził z mojej twarzy.
Książkę czyta się niezmiernie szybko, nie sposób się od niej oderwać. Ponieważ mam mało czasu w ciągu dnia, który mogę poświęcić na czytanie musiałam nastawić sobie budzik na 6:00 ( w niedzielę). Oczywiście wstałam i z wielką ciekawością czytałam dalej, bo nie mogłam się doczekać dalszego rozwoju wydarzeń. Chciałam dowiedzieć się, czy dzieci w końcu zaakceptują Izę, a w szczególności Zosia, która była jej najbardziej przeciwna.

Dla rozbudzenia Waszej ciekawości dodam jeszcze, że w powieści pojawiają się elementy nadprzyrodzone, które dodają całej fabule niesamowitego smaczku, jak również ciekawe nowe pojęcia, na przykład „dopikobelowanie” Chyba nikt z Was nie zgadnie, co to słowo znaczy?

Wiem, że to są tylko moje odczucia i przemyślenia po przeczytaniu tej powieści, ale uważam, że warto się z nią zapoznać. Może nie jest to literatura z wyższej półki, może niektórzy powiedzą mało wiarygodna, nierealna, bo która kobieta będzie taka naiwna i wpakuje się w takie kłopoty, jak Iza. Uwierzcie mi nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak nam ułoży się życie. Z własnego doświadczenia wiem, że nawet to już najbardziej poukładane, w każdej chwili może obrócić się o 180 stopni i każda z nas może znaleźć się na zakręcie życiowym, a może nawet w podobnej sytuacji, w jakiej znalazła się Iza...


Okładka: miękka
Ilość stron: 500
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
                                                             Moja ocena: 8,5/10


                                            Książka przeczytana w ramach wyzwań:
                                   „Czytamy i polecamy”, „Pierwsze słyszę”,"Pod hasłem"
                                        „Czytamy powieści obyczajowe” oraz
                                     „Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę”




75 komentarzy:

  1. Piękna recenzja Aguś:)Bardzo Ci dziękuję Kochana,Ty wiesz za co:) Aż mi się serce raduje,a Ty wiesz dlaczego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i widzisz, tak się bałaś, a napisałaś świetną recenzję:) I bardzo się cieszę, że "Macocha" Ci się podobała:) A ostatnim zdaniem, które napisałaś, bardzo intrygujesz;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Paulinko:)) Bałam się rzeczywiście, ale nie było najgorzej. Czytając książkę już wiedziałam, o czym chcę napisać...:)

      Usuń
  3. Sama jestem "macochą"... Ała! Słowo ma rzeczywiście bardzo pejoratywny wydźwięk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo...a czemuż to nazywasz siebie "macochą"??

      Usuń
    2. Nie nazwałam siebie, zacytowałam fragment recenzji :) Faktycznie powinnam wziąć w cudzysłów :)

      Usuń
    3. Przepraszam, że nie domyśliłam się:)

      Usuń
  4. To powieść jak najbardziej na czasie. Dzisiaj dzieci maja bardzo pokręcone dzieciństwa.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda! Świat staje na głowie i to, co kiedyś wydawało się nie do pomyślenia, dzisiaj jest na porządku dziennym...

      Usuń
    2. I co by nie powiedzieć więcej z tego cierpienia wynika niż radości i zadowolenia.

      Usuń
  5. Aguniu no tak napisałaś,że tą książkę po prostu trzeba przeczytać:) Najpierw Paulinka teraz Ty, widzę,ze pełno emocji kumuluje się podczas czytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo i mam nadzieję Agusiu, że może kiedyś uda Ci się ją przeczytać?:)

      Usuń
  6. Dla mnie słowo 'macocha' jest okropne i straszne. Ma bardzo zły wydźwięk. Jednak książka wydaje się być intrygująca :) Może ona zmienić znaczenie tego słowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, większości kojarzy się to słowo bardzo negatywnie i tak już pewnie zostanie...Do przeczytania książki bardzo zachęcam:)

      Usuń
  7. Zostałam zachęcona, kiedyś jej na pewno poszukam do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko się zdarza, żebym Cię zachęciła do przeczytania jakiejś książki, także jestem podwójnie zadowolona:)

      Usuń
  8. Te nowe słówka mnie zaintrygowały. Nie mam pojęcia, co to może być dopikobelowanie... :D

    Pozdrawiam,
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już Kornelia pod spodem wyjaśniła, co to słówko oznacza:)
      Pozdrawiam:))

      Usuń
  9. Zgadzam się z tobą, że słowo macocha nie brzmi dobrze, jest nacechowane bardzo negatywnie. Mogę sobie wyobrazić, jak ciężko jest stanąć po tamtej stronie, starać się, próbować kochać, a i tak być traktowaną jak wredna macocha...
    Lubię takie życiowe tematy, raz smutne, a za chwile wywołujące uśmiech na ustach.
    Książkę od jakiegoś czasu mam w planach, więc po Twojej recenzji (świetnej z resztą) tym bardziej muszę jej poszukać!
    Natomiast słowo „dopikobelowanie” kojarzy mi się ze zrobieniem czegoś idealnie, dopieszczeniem najdrobniejszego nawet szczegółu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, chociaż wiem, że dopiero uczę się pisać i jeszcze daleko mi do jak to ujęłaś "świetnej recenzji" Cieszę się jednak, wtedy gdy wiem, że książka jest warta uwagi i znajdą się osoby, które po przeczytaniu mojej opinii sięgną po daną pozycję:)
      Znaczenie słowa odgadłaś bez problemu!!! A ja pierwszy raz spotkałam się z takim zwrotem:)

      Usuń
    2. Też się uczę i próbuję Cię doścignąć:)
      Blogowanie to świetna motywacja, żeby popracować nad słowem pisanym.

      Moja koleżanka z pracy mówi "piko belo", więc łatwo skojarzyłam, ale przyznam, że tylko z jej ust słyszałam to określenie, a zatem nie jest ono chyba zbyt popularne:)

      Usuń
    3. Oj Korciu, jak przeczytałam co napisałaś, to zaczęłam się śmiać. To ja próbuję doścignąć Ciebie:))) Tak, rzeczywiście to tajemnicze słowo pochodzi od zwrotu "piko bello":))

      Usuń
    4. To bardzo miłe, widocznie obie siebie nie doceniamy:)

      Usuń
  10. Muszę tę książkę przeczytać, wędruje na moją listę must have.. Co najgorsze mój stosik na biurku się rozrasta w zastraszającym tempie, a czasu jak na lekarstwo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosy to ja już mam takie, że mnie zza nich nie widać, a lista must have rośnie w zastraszającym tempie odkąd założyłam blog i ciągle dowiaduję się z Waszych recenzji o kolejnych świetnych książkach, po które warto sięgnąć:)

      Usuń
  11. Zgadzam się co do tego, że słowo macocha kojarzy się bardzo źle (Kopciuszek, te sprawy...), za to ojczym (którego posiadam) już niekoniecznie. Trochę to niesprawiedliwe:). Co do książki to z pewnością się za nią rozejrzę, świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo Maju:) Tak, to prawda, nigdy nie słyszałam złego określenia na ojczyma i masz rację, że jest to niesprawiedliwe. Bajki napiętnowały słowo "macocha" i tak już zostało po dziś dzień...

      Usuń
  12. Świetna recenzja i taka zachęcająca :) Z przyjemnością poszukam i przeczytam tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny raz bardzo dziękuję i nie jestem przekonana, czy ja zasługuję na takie ciepłe i wspaniałe słowa:))

      Usuń
  13. Wejście w rolę macochy musi być szalenie trudne. A książkę bardzo chętnie bym przeczytała. Znów wygrzebałaś coś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem książka pochodzi z moich zbiorów. Przeczytałam ją można powiedzieć pod małym naciskiem. Pewna fantastyczna kobietka znalazła ją przeglądając moje zbiory na LC i chciał się ze mną wymienić na inna pozycję. Tylko dlatego sięgnęłam po tę książkę w tym momencie i ją przeczytałam. Inaczej pewnie by sobie jeszcze leżakowała długo na mojej półce:)

      Usuń
    2. Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie od takich leżakujących książek, kilka półek się ugina. :(

      Usuń
    3. Ja przede wszystkim trzymam książki w kolorowych, kartonowych, ozdobnych pudełkach. W jedno mieści mi się ok.40 książek. Pudełka opisuję i chowam po całym domu, tam gdzie jeszcze mam miejsce. Na półkach po prostu już brak mi wolnego miejsca, a też nie mam ich zbyt dużo, bo mieszkanie mam małe:)

      Usuń
    4. Ciekawy pomysł, ale u mnie się nie sprawdzi, bo uwielbiam mieć książki na widoku. Choć jak zabraknie miejsca to pewnie będę musiała skorzystać z Twojego pomysłu.

      Usuń
  14. Fajnie, że autorka podjęła taki temat, jestem niezwykle ciekawa tej książki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieczęsto spotykamy się z tym tematem w literaturze, a jest on poważny i warty tego, żeby o nim pisać. Książkę czyta się świetnie, bo mimo iż porusza tak trudny temat, to napisana jest z niemałą dawką humoru:)

      Usuń
  15. Prószyński i tym razem pozytywnie zaskoczył :) przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość ich książek jest naprawdę godna uwagi. Zawsze po nie sięgam z wielką przyjemnoscią:)

      Usuń
  16. Hmm, książka wydaje się być ciekawa, tym bardziej, ze pojawiają się elementy nadprzyrodzone. Już dawno miałam ochotę na tę książkę, muszę ją wreszcie kupić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do przeczytania:) Może uda Ci się ją wypożyczyć, lub wymienić się z kimś na którymś z portali?

      Usuń
  17. Kojarzę autorkę tej książki. Czytałam kilka miesięcy temu wywiad, który z nią przeprowadzono. Już wtedy zaintrygował mnie jej pomysł na powieść, a po Twojej recenzji powróciła chęć, by zapoznać się z tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wywiadu z panią Czajkowska nie czytałam. Muszę koniecznie poszukać i zapoznać się z nim. Cieszę się Iwonko, że zachęciłam Cię do sięgnięcia po tę pozycję:)

      Usuń
  18. Marzę o tej książce od dłuższego czasu... Mam nadzieję, że gdzieś znajdzie się dobra duszyczka, która zechce pożyczyć mi "Macochę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie to, że dzisiaj już komuś ją wysyłam, to z chęcią bym Ci tę książkę pożyczyła. Jestem zawsze otwarta i służę pomocą jakbyś chciała jakąś książkę ode mnie pożyczyć:)

      Usuń
  19. Czekałam na Twoją recenzję tej ksiażki, ponieważ byłam jej strasznie ciekawa:)
    Widzę, że warto po nią sięgnąć, więc muszę się za nią rozejrzeć. Świetna recenzja i mądre podsumowanie na końcu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu:) Życie różnie się układa. Wiem z własnego doświadczenia, że często płata nam figle i to, czego w ogóle się nie spodziewamy, staje się rzeczywistością:)

      Usuń
  20. Fantastyczna recenzja, od razu mam ochotę nabyć tę książkę :) Temat niełatwy, podziwiam bohaterkę, która starała się dogadać z dziećmi męża. Obawiam się, że mnie nie byłoby stać na taką cierpliwość. Na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka Perzka6 sierpnia 2013 07:01
      Dziękuję bardzo:) Czytając tę książkę też o tym myślałam. Jeszcze z maluszkami jakoś bym sobie może poradziła, ale z dwójką nastolatków chyba nie bardzo. Strasznie ciężko byłoby mi z nimi nawiązać kontakt, wspólny język, zdobyć ich zaufanie, nie mówiąc już o miłości:)

      Usuń
    2. No właśnie, im starsze dzieci tym trudniej.

      Usuń
  21. Slowo macocha kojarzy mi się bardzo źle. Autorka poruszyła dość ciekawy temat, o którym z chęcią bym poczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś kolejną osobą, której słowo "macocha" kojarzy się bardzo negatywnie...

      Usuń
  22. dopisuję do listy, koniecznie muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Według mnie nie ma znaczenia z której półki jest dana książka. Grunt, żeby się podobała. Ja osobiście za takimi powieściami nie przepadam, chociaż czasem po takie sięgam. Jeśli znowu mnie najdzie taka ochota, myślę, że wybiorę właśnie tą opowieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodałam te słowa specjalnie, bo widziałam recenzje, których autorzy pisali, że powieść jest banalna, naiwna, temat został źle potraktowany. Dla mnie również nie ma znaczenia, z której półki jest dana książka. Nie oczekiwałam od autorki, że podejdzie do tematu "macochy" w sposób bardzo poważny, naukowy. Podoba mi się to, jak pani Czajkowska zaprezentowała nam postać Izy i jej problemy. Podczas czytania można momentami popłakać się ze wzruszenia, a momentami z radości. I to jest to, co lubię najbardziej:)

      Usuń
  24. Książkę mam w planach od początku, gdy pojawiła się w zapowiedziach. Cytaty niestety jawią mi tę książkę, jako wytwór napisany kiepskim stylem literackim, niemniej wciąż chcę się z nią zapoznać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście autorka powieść napisała w stylu potocznym, swobodnym. Szczerze mówiąc kiepski styl literacki zbytnio mi nie przeszkadzał i nie powodował chęci odłożenia książki na bok:)

      Usuń
  25. Ciekawa tematyka! Myślę, że tę ksiązkę trzeba przeczytac)

    OdpowiedzUsuń
  26. Niesamowita opinia. Zachęciłaś mnie do książki :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetny tekst! Książkę muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiem hurtem, na wszystkie trzy powyższe komentarze. Dziewczyny kochane, dziękuję bardzo za miłe słowa, a książkę mimo, że zawiera małe mankamenty warto przeczytać:)

      Usuń
  28. Tematyka na czasie i trudna, ale widzę, że autorka dobrze sobie z nią poradziła. Przepiękna recenzja. Świetnie opisałaś swoje wrażenie po tej lekturze i teraz ja z ogromną przyjemnością rozejrzę się za tą książką tym bardziej, że lubię też elementy nadprzyrodzone.

    OdpowiedzUsuń
  29. Muszę przyznać, że bardzo mnie zaciekawiłaś! Chciałabym przeczytać tę książkę. Mimo że tematyka trudna, to interesuje mnie ona.

    OdpowiedzUsuń
  30. Temat problemu bardzo interesujący, nigdy nawet nie słyszałam o takiej książce, która mówiłaby o problemach właśnie macochy której zależy na dzieciach. Rzeczywiście ten problem jednak widać w codziennym życiu. Bardzo jestem ciekawa losów tej bohaterki, zacznę się rozglądać za tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Moją ciekawość rozbudziłaś umiejętnie:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Przyznam, że pozycja mnie zainteresowała. Niezwykle trudno jest odnaleźć się w takiej roli. A co dopiero opisać ją w sposób interesujący ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. O książce słyszałam już sporo dobrego. Przyznaję, że książek tego gatunku nie czytam zbyt często, ale ujęcie tematu "Macochy" wbrew stereotypowi zachęca do lektury.

    OdpowiedzUsuń
  34. Ale mnie zainteresowałaś! Uwielbiam motyw przybranej matki, która, jak się okazuje, nie jest złą czarownicą (albo - jest kimś więcej niż tylko złą czarownicą). Kiedy - jak być może pamiętasz - czytałam Świrszczyńską, wyłuskałam jeden wiersz o takiej kobiecie spośród stu innych i nadal go pamiętam (w całości! mogłabym recytować z pamięci; nie jest długi, rzecz jasna, ale nie chodzi tu o długość, tylko o to, jak mocno zapadł mi w pamięć).
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo intrygująca recenzja:) Elementy nadprzyrodzone i tyle emocji to nie moja bajka, acz czuję się na tyle zaintrygowana, że może sięgnę po tą książkę, choć nie czytam często książek tego typu.

    OdpowiedzUsuń
  36. Bardzo byśmy chcieli wrócić do Chorwacji i to zobaczyć... :) Marzy nam się również obejrzenie rejonu jezior w Plitwicach. W tym roku niestety nigdzie już nie wyjedziemy, ale może uda się za rok... :)
    Pozdrawiamy i dziękujemy za komentarz... :)

    OdpowiedzUsuń
  37. łamałam się czy czytać.. teraz na pewno sięgnę po nią :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  38. Książka wydaje się interesująca a elementy nadprzyrodzone dodatkowo kuszą:))

    OdpowiedzUsuń
  39. Z chęcią się zapoznam z książką :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Podoba mi się zarówno recenzja, jak i fabuła, chętnie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...